poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział IX

Przepraszam Was, że rozdział jest tak krótki i trochę słaby. Ale niestety musiałam przejść jakoś przez ten moment opowieści i nie zdradzić wiele. Obiecuję, że następny będzie lepszy szczególnie, że mam już zarys tego jak ma się skończyć ta historia. 
Pozdrawiam MJ
------------------------------------------------------------------------------------------------------------


      Stworek aportował się w kuchni. Syriusz Black siedział przy dość małym drewnianym stołem. Większość ścian była poczerniała od dymu. Znajdujący się tu kominek nie przypominał już tego pięknego z lat jego dzieciństwa. Był cały opalony, gdzie nie gdzie odpadał już z niego tynk. Syriusz nigdy nie miał głowy do zajmowania się domem i remontów.
Spojrzał na swojego skrzata, który kulił się obawiając kary. W końcu panience Monice mogło się coś stać w tej bezmyślnej wyprawie.
      - Stworku coś się stało?- spojrzał na niego Łapa.
      - Tak Panie. Dumbledore przysyła- Skrzat cały drżał.
      - Czemu? Powiedz mi więcej- złapał go za poszewkę i mocno potrząsnął.
     - Panie, Porwano Pottera, Monic to widziała i ja też- szybko mu wytłumaczył wlepiając swe wielkie oczy w jego twarz. Oczy Wąchacza pałały nienawiścią. Stały się czarniejsze niż bez księżycowa noc. Na twarzy pojawiła się sieć drobnych zmarszczek. Oddychał szybko lekko się trzęsąc.
     - Zanieść mnie do Hogwartu- podał rękę swojemu słudze i obaj zniknęli z małej kuchni. Towarzyszyło temu tylko ciche pyknięcie.
Wylądowali na dywanie w gabinecie dyrektora. Właściciel krążył wokół swojego biurka. O kominek opierał się Mistrz Eliksirów z posępną miną. Profesor Transmutacji siedziała przerażona w niskim, miękkim fotelu.
    - O Syriuszu! Dobrze, że już jesteś- Dumbledore nawet nie podał mu ręki, spacerując nadal wokół pokoju.
     - Mów szybko co się stało- Black także nie kwapił się witaniem z innymi obecnymi w pokoju.
   - Myślę, że lepiej zrobi to Twój skrzat. On widział wszystko- wskazał na stojącego w kącie Stworka, który nadal drżał.
    - Stworku, rozkazuje Ci- ojciec Monic spojrzał na niego z władczością w spojrzeniu.
Stworzenie zaczęło opowiadać co wydarzyło się tego popołudnia gdy wezwała go jego właścicielka. Kiedy opowiadał o tym jak Blackówna zaczęła podejrzewać, że coś złego się dzieje; stojący w kącie Severus chrząknął coś co brzmiało jak „ jaki ojciec taka córka”. Dumbledore jednak szybko uciszył go ręką. Syriusz nieświadomie usiadł w fotelu obok Minerwy. Każda sekunda opowieści była coraz bardziej przerażająca. Snape zaciskał pięści. McGonagall wpijała paznokcie w czerwone obicie fotela. Zapewne już na zawsze zostały tam dziurki. Tylko dyrektor wydawał się spokojny.
     - A nie mówiłem Ci dzisiaj, że musimy mu powiedzieć. Teraz nawet nie wiemy gdzie on jest i co za bzdury już usłyszał- Krzyknął ojciec chrzestny Harrego, kiedy tylko jego podwładny zakończył opowieść.
     - Mówiłeś, mówiłeś. Nawet najmądrzejszy popełniają błędy. A ja wierzyłem, że mamy jeszcze czas. Pomyliłem się i przepraszam- Albus w końcu usiadł w swoim fotelu, stykając czubki swoich palców.
       - Co nam teraz po przepraszam! Musimy go odnaleźć natychmiast!- Łapa pieklił się.
      - Tak, wiem. Severus już się tym zajmie- Siwobrody wyraźnie starał się ignorować wściekłość swojego byłego ucznia.
      - Czemu on. Dla niego Harry nic nie znaczy- w mgnieniu oka Snape i Black stali oko w oko mierząc do siebie różdżkami.
    - Nigdy nie mów, że on nie jest ważny. Jest synem Lily! Mojej Lily- Auror spojrzał na nauczyciela eliksirów wielkimi oczyma. Po raz pierwszy usłyszał dowód, że tłusto włosy naprawdę kochał Lily Evans.
    - Spokój!- tym razem to opiekunka Gryffindoru nie wytrzymała. - Czy wy po tylu latach nie możecie sobie zapomnieć dowcipów szkolnych? Czy w tak ważnym momencie nie możecie nie być dla siebie wrodzy? Czy do jasnej cholery nie możecie pomóc sobie w szukaniu, skoro dla Was obu Lily była kimś bliskim podobnie jak Harry?- jej usta stały się cienkie jak niteczka.
                                                                       ***
             Minuta spóźnienia i mój plan ległby w gruzach. Skąd tam się wziął Albus i Severus? Dobrze, że się udało. Harry jest teraz mój. Chyba jednak niepotrzebnie go oszołomiłem. W końcu jest w szkole dopiero dwa miesiące i pewnie nie wie nawet jak zamienić zapałkę w igłę, a co dopiero unieszkodliwić tak wspaniałego czarodzieja jak on. Teraz muszę tylko poczekać, aż się obudzi i osiągnąć swój cel.
                                                                      ***
           Monica wbiegła do Skrzydła Szpitalnego obawiając się, że coś się stało Ronowi skoro znalazł się tutaj. Zobaczyła go siedzącego na jednym ze szpitalnych łóżek. Pił jakiś eliksir. Nie było jednak widać po nim jakiś zewnętrznych objawów. Miała nadzieję, że nie pojedynkował się z nikim. Niestety jej kuzyn nie grzeszył zbyt wysokim talentem do pojedynków.
      - Co się stało?- zapytała siadając obok niego.
      - Nic, to tylko tonik na nerwy- uspokoił ją uśmiechem.
      - Czemu?- tak krótka odpowiedź ją nie satysfakcjonowała.
     - Bo nakrzyczałem na Granger. Myślałem, że znów Was zaatakowała. W końcu nie było Was na uczcie! Zresztą powiedz mi gdzie byłaś i gdzie jest Harry?- Ron zaczerwienił się, ponieważ po raz pierwszy nakrzyczał na swoją kuzynkę.
    - Opowiem Ci, ale Dumbledore nie może się dowiedzieć- zaczęła cicho mówić mu co się wydarzyło.
Wędrowali tak korytarzami do pokoju wspólnego Gryffindoru. Oboje zasmuceni zniknięciem ich najlepszego przyjaciela. Znaleźli się nagle w korytarzu za pamiętnym gobelinem. Monic od czasu ataku zawsze czuła się tu niepewnie. Co zupełnie jej się nie podobało, bo odziedziczyła mężność po swoim ojcu. Jednak tym razem znów wyczuła, że coś jest nie tak. Przy końcu korytarza, oparty o ścianę stał Draco Malfoy. Wyraźnie mu ulżyło kiedy zobaczył swoją krewną. Black i Wesley odruchowo wyjęli różdżki, obawiając się co zrobi stalowooki.
      - Wesley zostaw nas samych z Black. Arystokracja musi porozmawiać. No już. Hop- hop, zmykaj. Nie bój się nic jej nie zrobię. To moja krew.- Smok przeganiał rudzielca rękami. Ten jednak wpatrywał się w blondynkę. Skinęła mu głową, że może bezpiecznie odejść.
       - Zaczekam po drugiej stronie- powiedział oddalając się.
    - Nie musisz. Odprowadzę ją- Jasnowłosy wyraźnie się niecierpliwił. Ron niechętnie oddalił się z korytarza, dalej mając zamiar poczekać na nią kawałek za ich miejscem spotkania.